Za nami i przed nami mnóstwo wyzwań. Za nami kilkumiesięczne wyłączenie z pracy, szkoły, przedszkoli, kilkutygodniowy czas izolacji, wiele pytań i wątpliwości: co dalej będzie, inne niż zwykle wakacje- pełne obostrzeń. Teraz przed dziećmi, rodzicami, nauczycielami kolejne wyzwanie: wejście w nową szkolną rzeczywistość.
Różnie radzimy sobie z tym my- dorośli, różnie radzą sobie dzieci i różnie mogą reagować.  Dlatego dzisiejszy artykuł postanowiłam poświęcić na to w jaki sposób możemy wspierać dzieci w czasie powrotu do szkolnej rzeczywistości i na co my- dorośli, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę towarzysząc w tym dzieciom.

Przyznam, że po artykułach z zakresu wsparcia dzieci i nastolatków w czasie epidemii koronawirusa (znajdziecie je tutaj i tutaj) nie planowałam pisać tego tekstu. Pomyślałam, że wiele, z kwestii, które do tej pory opisywałam jest spójne. Jednak po kilku dniach w gabinecie, wysłuchaniu kilkunastu historii, także po wielu rozmowach ze znajomymi dziećmi, rodzicami, dorosłymi, zmieniłam zdanie. Przerwałam pisanie innego tekstu (poczeka na przyszły tydzień) i zabrałam się za dzisiejszy artykuł.
Owszem, wiele z rzeczy, które tu za chwilę przeczytacie są uniwersalne, pojawiały się już na blogu, w poprzednich tekstach, jednak jest wiele obszarów tak ważnych, charakterystycznych dla obecnej sytuacji i tego, co obserwuję, że konieczne jest ich szerokie omówienie.
Poniżej znajdziecie najważniejsze (w moim odczuciu) wskazówki, które pomagają wspierać dzieci w trakcie trudnego powrotu do szkoły oraz obszary na które my- dorośli powinniśmy zwrócić uwagę towarzysząc dzieciom w powrocie (a które często wymykają nam się spod kontroli)
Pod artykułem znajdziecie także plakat psychoedukacyjny, który pojawił się na profilu facebookowym DP, będący pigułką wiedzy dotyczącej empatycznego wsparcia dzieci w powrocie do szkoły i przedszkola.
Zapraszam do lektury.

Po pierwsze: słuchaj i rozmawiaj bez oceniania.

Gdy przychodzi do nas dziecko z trudnością, problemem, refleksją mamy często tendencję do natychmiastowego poszukiwania rad i rozwiązań. Oczywiście robimy to w dobrej wierze- by pomóc. Często jednak nie o to chodzi i zatracamy najważniejszy aspekt rozmowy z dzieckiem. Dzieci przeważnie naprawdę nie potrzebują naszych rad. Potrzebują kogoś, kto poświęci czas i uwagę na wysłuchanie historii, przeżyć. Chcą wpatrzonych w nie oczu, kiwania głową, aktywnych sygnałów zainteresowania- parafrazowania „Mówisz o tym, że w szkole powstały izolatoria”, „…aha i to takie miejsce, w którym chore dzieci będą mogły czekać na rodziców”. To wystarczy. Chodzi tylko i AŻ o wysłuchanie.

Kolejną kwestią jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni do rozmowy. Bezpiecznej to znaczy, takiej, w której dziecko nie będzie poddawane ocenie, krytyce, usilnemu pokazywaniu naszej perspektywy. Zdarzy się, że dzieci będą różnie radzić z obecną sytuacją. Mogą opowiadać o zabawach przekraczających zasady bezpieczeństwa, o tym, co kto powiedział, czasem zniekształcać fakty. Żeby była jasność: tu nie chodzi o to, że mamy wszystko akceptować lub nie prostować faktów. Tu chodzi o nieoceniające komunikaty, które zachęcają do ponownych rozmów- w przeciwieństwie do tych z dodatkiem oceny, które zniechęcają i budują przekonanie „bez sensu opowiadać, bo pewnie mama/tata mnie skrytykują”.

Przykłady:
Zamiast: „To co opowiadasz jest nierozsądne. Dzieci nie znają się na biologii, zaraz ci wytłumaczę…”
Powiedz: „Czyli mówisz, że Tomek opowiedział ci, że noszenie maseczek jest bez sensu i zastanawiasz się, czy warto je nosić. Chciałbyś usłyszeć moją perspektywę?”

Zamiast: „Wymienianie się maseczkami dla zabawy świadczy o głupocie i nieodpowiedzialności. Dobrze, że Pani Was szybko rozdzieliła.”
Powiedz: „Czyli dzisiaj mieliście nową zabawę w zamienianie się maseczkami. Słyszę, że było przy tym mnóstwo śmiechu. Cieszę się, że mi o tym mówisz i dzielisz się swoim dniem. Jeżeli chcesz wyjaśnię Ci dlaczego Pani was rozdzieliła i zależy jej na tym, by nie było takich zabaw na przerwach…”

Bądź uważny na zmiany w zachowaniu dziecka. Nazwij to, co obserwujesz i okaż empatię.

Jak wspomniałam powyżej dzieci mogą różnie reagować na obecną sytuację. Mogą być bardziej zamyślone, rozkojarzone, spięte, częściej się złościć. Pamiętajmy, że najważniejsze jest to, czego nie widać. Pod tzw. „trudnym” zachowaniem, przeważnie kryje się cierpienie- myśli, emocje, doświadczenia, z którymi dziecko nie może sobie poradzić.
Jeżeli obserwujemy nowe, niepokojące zachowanie u dziecka warto nazwać to, co widzimy oraz okazać empatię i troskę. Zdarza się, że pojawia się pytanie- czy nazywać zachowanie; to, co jest „na wierzchu”? Z mojego doświadczenia wynika, że tak i często dzieci wręcz czekają, aż dorosły powie „Dostrzegam twoje wybuchy złości/ zamyślenie/niepokój. Wiem, że to skutek czegoś trudnego”

W jaki sposób mówić do dzieci, gdy dostrzegamy niepokojące zachowania?
„Widzę, że w ostatnim czasie jesteś często zamyślony. Mam wrażenie, że coś cię martwi.”

„Zauważyłam, że w tym roku szkolnym trudno Ci kontrolować złość. Domyślam się, że sporo Cię przytłacza.”

Zapewniaj o bezwarunkowym wsparciu. Bądź obecny.

Obecność, bezwarunkowe wsparcie i akceptacja, to często najcenniejsze, co możemy dać dziecku, kiedy przeżywa trudności. „Jestem przy Tobie” przynosi bezpieczeństwo i ukojenie. To zdanie, które warto szczególnie podkreślać, gdy dziecko decyduje, że nie jest gotowe z nami porozmawiać. Dajemy mu wówczas informację: „Jestem przy tobie nie tylko teraz, kiedy pytam, co się dzieje. Jestem przy tobie cały czas. Możesz się zwrócić do mnie wtedy, gdy będziesz gotowy i/lub wtedy, gdy będziesz potrzebował.

Przykłady komunikatów:
„Chcę, żebyś wiedział, że zawsze chcę Cię wysłuchać i wesprzeć.”
„Jeżeli zechcesz opowiedzieć mi o tym, co cię przytłacza, pamiętaj, że jestem.” 

Otwórz się na wysłuchanie potrzeb i emocji dziecka. Pomóż nazywać uczucia i potrzeby.

Wszystkie uczucia są ważne. Wszystkie emocje są potrzebne. Wszystkie potrzeby to… potrzeby- potrzebują zaopiekowania.
Tak jak dzieci mają prawo różnie reagować, tak mają prawo różnie czuć, różnie interpretować.
Mają prawo czuć lęk związany z ryzykiem i odpowiedzialnością, mają prawo czuć złość na obostrzenia, które się pojawiły, mają prawo być zawiedzione, że to koniec nauki zdalnej, która była dla nich fajniejsza, mają prawo czuć smutek, że nie chodzą na ulubiony basen…

Podobnie z potrzebami- będą dzieci z ogromną potrzebą bezpieczeństwa, będą takie dla których nic się w tym obszarze nie zmieniło.
Można, by tutaj mnożyć przykłady, ponieważ każdy człowiek to indywidualne potrzeby i emocje.

To co najistotniejsze to AKCEPTACJA.
Bardzo ważne jest zaakceptowanie samego faktu, że dzieci mogą różnie czuć i różnie potrzebować oraz, że identyczne podejście do każdego nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.
Odpowiednie wsparcie możemy dać wyłącznie wtedy, gdy zechcemy wsłuchać się w uczucia i potrzeby, gdy będziemy dopytywać:
„Chciałabym wiedzieć, jakie są Twoje odczucia”
„Czego potrzebujesz?”


Bardzo ważne jest również NAZYWANIE I AKCEPTOWANIE wszelkich emocji i potrzeb, z którymi przychodzą lub pokazują nam dzieci. Akceptowanie pokazuje im, że mogą doświadczać inaczej, na swój sposób i że to ok.
NAZYWANIE pomaga w porządkowaniu skomplikowanego świata przeżyć.
„Rozumiem, że czujesz złość, ponieważ…” 
„To smutne, że nie chodzicie na basen…”
„Ilość nowych zasad, która się pojawiła może w nas wywoływać lęk. Chętnie wytłumaczę Ci dlaczego są one wprowadzone”.

Wspieraj w poszukiwaniu sposobów radzenia sobie lub/i rozwiązywania trudności.

Nie mamy wpływu na sytuację, w której jesteśmy. Mamy jednak wpływ na to, w jaki sposób sobie z nią będziemy radzić i jak wesprzemy dzieci w funkcjonowaniu.
Na początku tekstu wspomniałam, że gdy słyszymy problem, mamy tendencję do wymyślania rozwiązań „na już”, koniecznie naszych i z naszej perspektywy. Rzadko dzieci tego potrzebują. Czasem potrzebują wyłącznie wysłuchania, czasem pomysłów na rozwiązanie problemu/radzenie sobie, jednak ustalonych w atmosferze WSPÓŁPRACY. Jak rozróżnić o co chodzi? Znów z pomocą przychodzi komunikacja. 

Warto zapytać: „Może wspólnie pomyślimy, w jaki sposób możemy Ci pomóc? lub dodać: „Czasami nie mamy wpływu na sytuację, z którą się mierzymy, ale możemy wymyślić sposoby na to, by było nam z nią łatwiej. Co ty na to, by zrobić burzę mózgów i zapisać pomysły na kartce?
Jeżeli dziecko zechce, koniecznie zapiszcie wszystkie wasze ustalenia. BARDZO WAŻNE, by KAŻDY pomysł dziecka traktować poważnie i z szacunkiem. Koniecznie go zapisać. Zapewniam, że najlepiej sprawdzają się pomysły z inicjatywy dzieci i, że nie ma bezsensownych pomysłów. Czasami „breloczek odstraszający zmartwienia” przypięty do spodni potrafi przynieść ogrom wsparcia.

Gdy zapiszcie wszystko zastanówcie się, które z pomysłów są możliwe do realizacji i od którego zaczynacie w pierwszej kolejności 🙂

Istotne jest także byśmy wspierali dziecko we wprowadzaniu nowych sposobów radzenia sobie i pokazywali swoją aprobatę do jego pomysłów.
Np. Naucz się na pamięć wierszyka o lęku, który wymyśliliście/ przypomnij o breloczku odstraszającym zmartwienia/ powiedz przy wyjściu pocieszające myśli itd.

Nie obarczaj nadmierną odpowiedzialnością.

To dla mnie szczególnie ważny akapit. Przyznam, że był pierwszym powodem, dla którego zaczęłam pisać ten artykuł. Celowo zostawiłam go na sam koniec, bo tyczy się nas- dorosłych.

W moim odczuciu, w obecnej sytuacji, najbardziej niepokojące jest to, jak wielka odpowiedzialność spadła na dzieci. Wielokrotnie przypominane zasady bezpieczeństwa, tłumaczone zagrożenia związane z koronawirlsem, pokazywanie jak każdy z nas odpowiada za drugą osobę. To przytłacza dorosłego, a tym bardziej dzieci.

Potrzeba ogromnej uważności na wszelkie przejawy nadmiernej odpowiedzialności u dzieci. To obszar, któremu warto poświęcić czas, wiele rozmów i wyjaśnień.

Jadnak największej uważności w powyższym obszarze potrzebujemy my- dorośli.
Nasz sposób mówienia do dzieci i o dzieciach, sposób przekazywania wiedzy, sposób wprowadzania zaleceń epidemiologicznych ma wielki wpływ na wszystkie dzieci, z którymi mamy styczność.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ ciążąca na dzieciach, to obszar, który wymaga przemyślenia każdego naszego komunikatu.

Co mam na myśli?
„Przyszedł do klasy chłopiec z koronawirusem i teraz wszyscy są przez niego zarażeni…”
„Jeżeli ktoś z Was będzie miał koronawirusa i nie będzie uważał, by utrzymać dystans na przerwie, to nawet cała klasa może się zarazić”
„Jak nie będziesz prawidłowo nosić maseczki to możesz pozarażać inne dzieci i cała klasa znów będzie na zdalnym…”

To są komunikaty, których nie powinien słyszeć nikt. Jeżeli w szkole kiedykolwiek dojdzie do zarażenia, to będzie to przypadek, pech, niczyja wina.

Oczywiście edukacja jest ważna. Bezpieczeństwo jest ważne. Przestrzeganie reguł jest ważne i przekazywanie wiedzy dlaczego warto nosić maseczki, utrzymywać dystans, też jest ważne. Jednak opierajmy to na spokojnym, bezpiecznym, dziecięcym przekazie. Na dążeniu do bezpiecznej współpracy. Wykorzystywanie do przestrzegania obostrzeń przykładów opartych na straszeniu lub nakładaniu potencjalnej winy i odpowiedzialności jest krzywdzeniem i ciężarem nie do udźwignięcia.
To, co piszę powyżej tyczy się wyłącznie komunikacji i hipotetycznych sytuacji, w których biorą udział dzieci.

Idąc jeszcze dalej, zachęcam do zadania sobie pytania: jak nasz sposób przekazywania wiedzy, komunikowania się wpłynie na dziecko w sytuacji, gdy rzeczywiście będzie pierwszym zarażonym dzieckiem w szkole?
To jest realne, to jest możliwe i to, co mówimy teraz ma ogromne znaczenie w kontekście trudnej i kryzysowej sytuacji zarażenia się któregokolwiek z dzieci.
Pamiętajmy o tym.

Podsumowując:

Wszystkim nam trudno.
Mam w sobie wiele empatii i podziwu dla dzieci, rodziców, nauczycieli i wszystkich pracowników szkół.
Wysyłam Wam ogromne porcje mocy i wsparcia.
Jest wiele sposobów na przejście z dziećmi obecnej sytuacji.
Ja zachęcam Was do tej takiej drogi, podczas której towarzyszyć Wam będzie: empatia, zrozumienie, spokój, troska, słuchanie, bliskość, współpraca i czasami odpuszczanie.

Trzymajcie się zdrowo i bezpiecznie!
Powodzenia! 

<3

Jak zawsze jestem ciekawa waszych refleksji po przeczytaniu artykułu. Zostawcie po sobie ślad w komentarzu.

2
Agnieszka - 8 września 2020 o 15:54

To wszystko jest trudne dla nas dorosłych ale dla dzieci jeszcze bardziej bo często rodzic musi je zostawić za drzwiami przedszkola czy szkoły samych sobie czesto z nieznanymi osobami

Odpowiedz

    Paulina Jarecka - 9 września 2020 o 15:06

    Tak, to prawda- to trudne dla każdej ze stron. Stąd tak ważne jest budowanie relacji, rozmowy, kontakt z placówką do której uczęszcza dziecko.
    Nauczyciele szkolni i przedszkolni to często jedne z najważniejszych osób w życiu dziecka- w końcu często spędzają z nim połowę dnia.

    Odpowiedz

Paulina Jarecka Psycholog Dziecięcy

Autor

Paulina Jarecka - psycholog dziecięcy i certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny.

Więcej o mnie
Paulina Jarecka Psycholog Dziecięcy

Pomoce terapeutyczne myślę - czuję - działam

Link do sklepu

Polecam

Kostki terapeutyczne ABC

Kostki terapeutyczne ABC

Link do sklepu

Tu znajdziesz pomoc

Centrum Pozytywka